Napisz do mnie w Twojej sprawie

Umów się ze mną na spotkanie

O  mnie


Jestem Renata. Jestem mamą czwórki dzieci — dwoje dorosłych oraz dwoje w szkole ponadpodstawowej.
To one nauczyły mnie, jak bardzo dziecko potrzebuje bezpieczeństwa, a rodzic — jasności, wsparcia i odwagi.

 

Szkołę znam od zaplecza, korytarza, biurka i gabinetu dyrektora
W szkole pracowałam na każdym stanowisku — byłam woźną, sprzątaczką, sekretarką, czasem konserwatorem i kucharką. Dzięki tym stanowiskom pracy szkołę znam od zaplecza, od korytarza, od biurka i od gabinetu dyrektora. Wiem, jak wygląda jej codzienność — ta prawdziwa, nie ta z dokumentów.

 

Poznałam system szkolny z każdej strony
Z czasem zostałam nauczycielem i wychowawcą, a później dyrektorem szkoły podstawowej przez pełną pięcioletnią kadencję. Ciekawa świata szkolnego zostałam wizytatorem nadzoru pedagogicznego w kuratorium oświaty, w wydziale kształcenia ogólnego i specjalnego. Stanowisko to umożliwiło mi poznać działania systemowe, a zdobyte doświadczenie pomogło mi zobaczyć i poznać system szkolny z każdej strony: od środka, od góry, od rodzica, od dziecka i od nauczyciela.

Wróciłam do szkoły, bo tęskniłam za dziećmi
Po roku pracy w kuratorium oświaty wróciłam do szkoły i do dziś w niej jestem. Tęskniłam za dziećmi — za ich energią, śmiechem, wygłupami, pytaniami, szczerością. Zrozumiałam, że to dzieci nadają sens mojemu życiu zawodowemu. To dzięki nim wiem, jak bardzo potrafią cierpieć, kiedy są ignorowane lub niezrozumiane. I jak często instytucja, która powinna stać na straży ich praw, sama te prawa narusza.

Zawsze z myślą o bezpieczeństwie i godności dziecka
W swojej pracy kierowałam dzieci do placówek opiekuńczo‑wychowawczych, kiedy wymagała tego ich sytuacja. Zakładałam Niebieskie Karty, by chronić je przed przemocą domową. Pilnowałam, by każde dziecko, które potrzebuje pomocy, tę pomoc otrzymało. To były trudne decyzje, ale podejmowane zawsze z myślą o bezpieczeństwie i godności dziecka.

Przez lata widziałam rodziców, którzy wychodzili ze szkoły z poczuciem winy, wstydu, bezsilności — choć nie zrobili nic złego. Widziałam dzieci, które traciły głos, bo nikt nie tłumaczył im, co się dzieje i dlaczego. Widziałam procedury, które miały chronić, a zamiast tego raniły.
 
To doświadczenie: zawodowe, życiowe i osobiste  stało się fundamentem mojego salonu.
A dziś? Dziś tworzę przestrzeń, w której rodzina może wreszcie odetchnąć.

Miejsce, w którym siadamy przy stole, rozmawiamy spokojnie i krok po kroku układamy to, co zaczęło się komplikować. Nie oceniam. Nie pouczam. Nie straszę. Tłumaczę, wspieram, prowadzę.

Pomagam rodzicom odzyskać wpływ, a dzieciom — poczucie bezpieczeństwa.
Pokazuję, jakie mają prawa, jakie możliwości i jakie rozwiązania naprawdę chronią ich dziecko.
Wprowadzam porządek tam, gdzie pojawił się chaos.

Przywracam jasność tam, gdzie pojawił się lęk.

Wiem, jak bardzo to wszystko potrafi boleć.
I wiem, jak wielką ulgę daje świadomość, że nie trzeba już dźwigać tego samemu.